02 luty 2008

Jezioro Tonle Sap

Ostatniego (a przynajmniej tak wtedy myslelismy) dnia w Kambodzy postanowilismy zobaczyc wioske na jeziorze Tonle Sap. TukTuk zabral nas spod guesthouseu do przystani lodzi. Po drodze stopniowo zabudowa stawala sie coraz rzadsza, a zwykle domy ustepowaly miejsca chatom z trzciny na palach. Dalej od miasta droga biegla po nasypie, a obydwie jej strony wygladaly na zalewane woda podczas pory deszczowej. Zawieziono nas do biura biletow, gdzie okazalo sie, ze jedyna opcja zwiedzania to wykupienie biletu za 20 USD. Ktos polozyl lape na interesie i zorganizowal lokalny monopol. Wykupilismy bilety i pojechalismy dalej do przystani. Zabral nas wskazany wlasciciel dlugiej lodzi na poltoragodzinna przejazdzke po wiosce. Odcumowanie i wyplatanie sie z gaszczu innych lodzi i chat bylo przygoda sama w sobie - nasz sternik odbijajac od kei zahaczyl o kilka innych lodzi i chat, co zostalo przez ich wlascicieli tylko skwitowane usmiechem i stwierdzeniem "good driver". W pol godziny zostalismy przewiezieni pomiedzy kilkudziesiecioma domami - tratwami. Po drodze widzielismy las namorzynowy, okresowo zalewany przez wode. Zawieziono nas do plywajacej restauracji z hodowla krokodyli i oczywiscie sklepikami. Podplywalo do nas sporo malych lodek z dziecmi oferujacymi rozne owoce lub inne towary na sprzedaz. Najwieksze wrazenie zrobila na nas dziewczynka, ktora przyplynela w balii, proszac o dolara (jest na jednym ze zdejc). Magda na chwile wsiadla do lodki z dwojka dzieci i zrobila z nimi mala rundke po wodzie. System plywania byl taki, ze dwie osoby wiosluja a trzecia wylewa wode :)
W wiosce znajduja sie tez dwie plywajace szkoly - podstawowa i gimnazjum, oraz punkt pomocy lekarskiej, wszystko przycumowane i gotowe do przeniesienia w inne miejsce, gdy poziom wody sie podniesie. W niektorych chatach mozna bylo zobaczyc telewizory, zasilane z akumulatorow ladowanych na ladzie. Od naszego kierowcy dowiedzielismy sie, ze wiekszosc mieszkancow wioski to Wietnamczycy, ale szkola naucza w jezyku khmerow.
Pozniej juz szybki powrot i obiad w Siem Raep - szkosztowalismy krokodyla! A wieczorem spotkalismy sie ze znajomymi Magdy, bedacymi w rocznej podrozy dookola swiata - www.podroznicy.com.pl - swietna strona.

Komentarze (1):

2 luty 2008 13:47 , Blogger Mamusia pisze...

"Pewne kłopoty z kontrolą graniczną ...". Nie straszcie mnie - ja się napatrzyłam na amerykańskie filmy oparte na faktach i nic na to nie poradzę, że się ciągle martwię.
Macie uściski i ucałowania od Babci - oglądała zdjęcia i jest pod wrażeniem, a najbardziej pod wrażeniem możliwości bieżących kontaktów.
Cieszę się, że widzicie kawał świata i możecie dzielić się swoją przygodą, i na te setki zdjęć, a najbardziej na Was.
Do miłego, Mamusia i Babcia też.

 

Prześlij komentarz

<< Strona główna