03 luty 2008

Droga z Siem Reap do Poipet - nasza podroz do Tajlandii

Kambodze postanowilismy opuscic droga ladowa, oslawiona trasa z Siem Rap do Poipet. Bilet do granicy kosztuje zaledwie 6 USD. Droga w porze suchej jest do przebycia w okolo 5 godzin (chociaz to zaledwie 160km), w porze deszczowej nawet dwa razy wiecej. Asfalt skonczyl sie kilanascie kilometrow za Siem Reap, dalej tylko droga szutrowa. Na szczescie aktualnie jest w stosunkowo dobrym stanie. Mijalismy sporo wywrotek i miejsc, w ktorych sa budowane mosty, wiec wyglada na to, ze za jakies 2 lata bedzie tu asfalt i legenda umrze... Ale przy drodze jest pelno zwyklych kambodzanskich chat na palach, mija sie wiele pickupow zaladowanych kilkunastoma osobami. N postojach dzieci zaczepiaja podroznych, czasem zeby cos sprzedac, czasem by po prostu pocwiczyc angielski. Zaskoczyla nas mala dziewczynka, ktora na odpowiedz, ze jestesmy z Polski wyciagnela ze swojej kolekcji monet 10 gr.
Do granicy dotarlismy okolo 14.00 i tu spotkala nas bardzo niemila niespodzianka. Najpierw celnik kambodzanski poprosil nas na bok i powiedzial, ze mamy problem. Chcielismy otrzymac wize "on arrival" w Tajlandii, ktora sprowadza sie do wypelnienia fromularza i uiszczenia oplaty. Wedle informcji z przewodnika i stron internetowych ambasady jest ona dostepna na wszystkich glownych przejsciach granicznych. Wiecej nie szukalismy :( Niestety przejscie w Annaprayet okazalo sie nie byc glownym i taka wize mozna otrzymac w praktyce tylko na lotniskach i 2 przejsciach z Laosem (szczegolowe informacje mozna znalezc w internecie...). Probowalismy jeszcze dyskutowac z celnikiem tajlandzkim, ale nic to nie dalo. Przemyslelismy nasze beztroskie podejscie do Tajlandii, jako w obiegowej opinii kraju bardzo otwartego na turystow i postanowilismy przed kolejnymi podrozami ( ? ) zawsze dzwonic do konsulatu kraju, do ktorego zamierzamy sie udac, aby wypytac o aktualne zasady wizowe i nie tylko. Jedynym rozwiazaniem bylo wykupienie lotu z Siem Raep do Bangkoku i tam wykupienie wizy na lotnisku. W jednym z nadgranicznych kasyn znalezlismy kafejke internetowa, sprawdzilismy polaczenia, no i udalismy sie na autobus spowrotem do Siem Raep. Bilet w druga strone juz kosztowal 12 USD, no i mielismy kolejne niezapomniane 5 godzin w trzesacym sie autobusie. Nauka azjatyckiego spokoju i koniecznosc dlugiej medytacji bezcenna ;) Przywieziono nas na miejsce okolo 22 (po drodze organizujac postoj na kolacje, aby bron boze nie dojechac zbyt szybko) do guesthousu strasznie daleko od centrum - prawda okazaly sie informcje z internetu, ze wszyscy pasazerowie autobusow z granicy tajlandzkiej sa juz sprzedani jakiemus guesthousowi. Nocleg w pokoju z wentylatorem kosztowal jednak tylko 5 USD, wiec nie szukalismy niczego innego. Rano pobudka i na samolot do Bangkoku. Bilet z oplatami kosztowal 140 USD od osoby, lecielismy w bardzo przyjemnych warunkach smiglowym samolotem pomalowanym w palmy, zaserwowano nam tez obfity, smaczny posilek.