Singapur
7.02. po poludniu z przyjemnoscia ponownie powitalismy to czysciutkie miasto i Nowy Rok Ksiezycowy - chinski Rok Szczura. Z tej okazji sa tu dwa dni wolne od pracy, festyny przy Esplanadzie - centrum koncetowym nad zatoka i tlumy przy jedynych otwartych atrakcjach - Zoo i wyspie Sentosa, gdzie mieszcza sie plaze, pole golfowe, oceanarium i inne rozrywki. Inaczej niz w Bangkoku nie ma tu osobnych kolejek dla miejscowych i turystow, co tym razem byloby korzystne :)
Mieszkamy w dzielnicy Male Indie, gdzie zycie wsrod kolorowych postkolonialnych budyneczkow toczy sie zwyczajnie, odprawiane sa modly w hinduskich swiatyniach a restauracje glosno zapraszaja na tylko troche ostre ;) indyjskie potrawy. Jest tu sporo hosteli i barow dla "plecakowiczow", ale my wolelismy zjesc w towarzystwie samych Hindusow, ktorzy przyjeli nas goscinnie i z sympatia, podajac wiecej niz zamowilismy - do skosztowania. Rowniez w Swiatyni Bogini Kali nikomu nie przeszkadzaja turysci, o ile takze sciagna buty. Przy oszalamiajaco glosnej muzyce trab i bebnow kaplani pala przed licznymi oltarzykami ofiary z owocow i kwiatow, wierni popiolem maluja sobie znaki na czolach, a po nabozenstwie - Pudzy, na tylach swiatyni wspolnie spozywaja ryz z curry, albo zabieraja do domu na lisciach bananowca czesc nie spalonych ofiar - chyba za drobna oplata.
Wieczorem spacerowalismy przez bajecznie udekorowane czerwonymi lampionami Chinatown, potem wokol Esplanady. Podziwialismy wystepujacych na kilku scenach artystow - muzykow, piosenkarzy, akrobatow i rewelacyjny pokaz sztucznych ogni, strzelajcych z zamknietego dla ruchu mostu.
Obchody Nowego Roku trwaja tu juz od 19.01., a najwieksze parady beda na zakonczenie - 15 i 16 lutego. Akurat te dwa dni, jakie tu spedzamy, Chinczycy poswiecaja na swietowanie z rodzina i obdarowuja sie prezentami. Nawet przyjemnie wpisac sie w ten aktualnie leniwy nastroj i nigdze sie nie spieszyc - muzea otworza dopiero jutro.
Dzis wiec wraz z polowa Singapuru i jego goscmi wyruszlismy na wyspe Sentosa. Kolejki do srodkow transportu - kolei linowej, pociagu napowietrznego i autobusow nawet nas, pamietajacych troche te za papierem toaletowym, zniechecily i wrocilismy powloczyc sie po Orchard Road - ulicy luksusowych wiezowcow i sklepow, w wiekszosci zamknietych - na szczescie ;) Krzysiek byl w NY, ale ja kryty granitem drapacz chmur widzialam pierwszy raz w zyciu.
Upewniwszy sie w dzialajacej mimo swieta informacji turystycznej, ze naprawde zadne muzeum nie dziala, odstalismy swoje i znow bylismy na wyspie z plaza, jakze inna od tej z naszej tajlandzkiej wysepki (patrz zdjecia). Delfinarium jest tu malutkie, ale sympatyczne - niespotykanych gdzie indziej rozowych delfinow nie przemecza sie zbytnio. "Podwodny Swiat" slynie z przezroczystego tunelu, ktorym przemieszczaja sie ludzie, a wokol nich plywaja wszelakie ryby - od malutkich po spore rekiny tygrysie i plaszczki. Jest to slawa calkowicie zasluzona! Idac posrod mnostwa plywajacych stworzen, spogladajac ponad siebie na brzuchy ryb, bedac sledzonym przez bogato uzebione - a mozna ocenic to z bliska - rekiny, zapomina sie o calym swiecie. Innymi milymi atrakcjami sa tam otwarte baseniki, gdzie mozna zanurzac rece i glaskac rybki albo zakupionym na miejscu pokarmem je podtuczyc, lub maly dzial z zywymi skamielinami, zwierzetami, o ktorych uczylismy sie na biologii. Siedzielismy tam do zamkniecia, calkowicie rozanieleni. Wracajac juz do miasta skusilismy sie jeszcze na spacer wsrod dyskretnych dzwiekow skrzypiec i harf przez wystawe kwiatow - ulozonych w kompozycje, rzezby i obrazy, i trafilismy na bajeczna i bardzo dluga fontanne-strumyk w stylu Gaudiego. Wszystko to noca, pieknie oswietlone, zachwyca, mimo innej niz europejska estetyki, odrobine kiczowatej.
Jutro ostatni dzien naszych wakacji - planujemy spedzic go intensywnie :)

Komentarze (0):
Prześlij komentarz
<< Strona główna